Uncategorized

10 przedmiotów, w które zainwestowałam dzięki włosomaniactwu

Włosomaniactwo bardzo dużo nauczyło mnie na temat pielęgnacji włosów. Wcześniej ograniczałam się w zasadzie do szamponu i do silikonowego serum termoochronnego, ponieważ codziennie prostowałam włosy. Rok 2012 skłonił mnie do zakupu zupełnie nowych kosmetyków i rzeczy. W co zainwestowałam od tego czasu?

1.  Czepek – swój pierwszy czepek dostałam razem z maską Biovax. Wcześniej zdarzało mi się w tej roli używać zwykłej reklamówki. Jednak czepki są dużo wygodniejsze. O moich wrażeniach z ich używania napisałam w poście: O foliowym czepku – dlaczego warto go posiadać?
2. Olej – dopóki nie zaczęłam czytać wizażu i blogów to o olejowaniu włosów miałam bardzo małe pojęcie, a w zasadzie nie miałam żadnego pojęcia. Czasami w gazetach zdarzyło mi się przeczytać: “Olej świetnie nawilża”, ale nie było tam konkretnych informacji. W gimnazjum (prawie 10 lat temu) zalałam gorącą wodą wiórki kokosowe i zrobiłam sobie coś w stylu olejowania włosów “rosołem”. Efekt jednak mi się nie spodobał. Nic dziwnego, nawet teraz olej kokosowy powoduje u mnie puch. Moimi ulubionymi olejami są olej ze słodkich migdałów, z pestek winogron, alterra z mango i papają oraz alterra z oliwkami i cytryną.
3. Maski – o ile w gimnazjum regularnie nakładałam maseczki na włosy, tak w liceum i na początku studiów przestałam to robić. Dlaczego? Powód jest banalnie prosty – nie widziałam żadnych pozytywnych skutków. W zamian włosy były albo przetłuszczone, albo zbyt suche. To pewnie przez dużą ilość silikonów i regularne prostowanie. Aktualnie najlepiej spisuje się u mnie Biovax Naturalne Oleje, BingoSPA z shea i 5 algami. Uwaga! Jedna z moich czytelniczek zakomunikowała mi, że w kieleckim Tesco nie znalazła produktów BingoSPA. Sprawdziłam i faktycznie wycofali ich produkty 🙁
4. Nożyczki do podcinania włosów. Możecie wierzyć lub nie, ale przez długie lata włosy podcinałam zwykłymi nożyczkami do papieru. Jeśli któraś z Was takie używa to musicie wiedzieć, że powodują kruszenie końców. Swoje nożyczki kupiłam w Rossmannie i od kiedy ich używam zauważyłam, że końcówki są w dużo lepszym stanie. Moja fryzjerka ścinała mi włosy starymi, tępymi nożyczkami, stwierdziłam, że zacznę to robić na własną rękę i nie żałuję!
5. Szczotka do włosów. Bardzo dużo czytałam o Tangle Teezer. Chciałam ją mieć, ale dorwałam okazję i kupiłam jakąś podróbkę DTangler. W porównaniu z tą pierwszą DTangler wydaje mi się dużo prostsza w trzymaniu ze względu na dłuższą rączkę. Przed włosomaniactwem używałam zwykłych plastikowych i drewnianych szczotek, które targały i łamały mi włosy. Odkąd używam DTangler i szczotki z włosia dzika włosy są w lepszym stanie i dużo łatwiej jest je rozczesać.

 

 

6. Delikatny szampon. Kiedyś nie przypuszczałabym, że zacznę używać szamponów dla dzieci albo płynu do higieny intymnej do mycia włosów. Teraz wydaje mi się to zupełnie normalne. Zrezygnowałam z szamponów z silnymi detergentami, które wysuszały mi włosy. Dla udowodnienia tego jak takie produkty na mnie działają podsuwam Wam post z moją lipcową aktualizacją: klik.
7. Wcierki – To była dla mnie zupełna nowość. Serio. Teraz nie wyobrażam sobie bez nich życia. Od grudnia regularnie wcieram jakąś w skórę głowy.
8. Odżywki do włosów. Przez długi czas wierzyłam reklamom. Myślałam, że odżywka za 80 zł da mi spektakularne efekty, nawet zdarzyło mi się posiadać tak drogie produkty. Teraz odżywki kupuję za 4-5 zł (jeśli chodzi o Isanę) i stwierdziłam, że nie cena świadczy o wartości produktu. Isanę uwielbiam!
9. Suszarka do włosów. Suszenie włosów kojarzyło mi się z dużym zniszczeniem. Kiedyś myślałam, że lepiej jest się położyć w mokrych włosach!. Nawet nie sądziłam, że spanie z mokrymi włosami szkodzi im. A gdzieś od roku (od momentu przeczytania artykułu na którejś z amerykańskich stron internetowych) wiem, że lepiej jest wysuszyć włosy chłodnym nawiewem niż pozwolić im schnąć naturalnie. W listopadzie zakupiłam mojego Remingtona i używam go na razie sporadycznie, lubię swoje włosy po naturalnym schnięciu. Ale w sytuacjach awaryjnych często po niego sięgam 🙂
i… 10. Poszewka na poduszkę. Nie zdążyłam jej uchwycić na zdjęciu:) staram się spać jak na najgładszej powierzchni. Odrzucam wszelkie chropowate poszewki i wybieram satynowe, ale również świetnie spiszą się jedwabne.

A Wy co zakupiłyście pod wpływem włosomaniactwa?



Na co dzień jestem freelancerką – prowadzę własną jednoosobową firmę, która jest dla mnie wyzwaniem, jednocześnie przynosząc mi dużo radości. Na blogu zachęcam do dbania o włosy, testuję kosmetyki i wspieram w walce o piękno.