Recenzje innych kosmetyków

RECENZJA: Grudniowy ShinyBox – powiedz STOP nietrafionym prezentom!

RECENZJA: Grudniowy ShinyBox – powiedz STOP nietrafionym prezentom!
 ShinyBox z miesiąca na miesiąc sprawia, że coraz bardziej wyczekuję na pudełko. W grudniu na fanpage’u SB informowało, że każda z nas w boxie znajdzie 9 produktów, z czego 7 będzie pełnowymiarowych. Dodatkowo subskrybentki VIP otrzymały 2 dodatkowe kosmetyki.
30 listopada, pisząc recenzję poprzedniego pudełka wypisałam sobie listę kosmetyków, które chciałabym otrzymać w następnym miesiącu:
  • ponownie krem pod oczy,
  • wosk do brwi,
  • żel pod prysznic/olejek do kąpieli,
  • wysuszacz lakieru,
  • eyeliner (czarny lub brązowy).
No i cóż, niestety nie udało mi się trafić z produktami, ale zestaw, który dostałam od Shiny bardzo mnie satysfakcjonuje. Z tego, co widzę wersja grudniowa okazała się hitem, bo wszystkie pudełka już zostały wyprzedane.
Kiedy otwarłam przesyłkę po całym pokoju rozniósł się zapach cynamonu, a to za sprawą mydełka ORGANIQUE.  W środku znalazły się:
  1. POSE – luksusowy krem do twarzy (u mnie odmładzający) – 100 zł/szt.
  2. LIERAC – płyn micelarny do demakijażu, próbka – 16 zł / 50 ml
  3. ORGANIQUE – cynamonowe mydło glicerynowe, próbka – 7,50 zł / 50g
  4. APC – zestaw cieni sypkich + brokat – 41,50 zł / 3 szt.
  5. VASELINE – balsam do ciała – 14,50 zł / 200 ml
  6. VASELINE – wazelina kosmetyczna – 6,50 zł / 50ml
  7. SIGNAL – pasta do zębów White Now Gold, gratis – 13,50 zł / 50 ml
Dodatkowo członkinie klubu VIP otrzymały:
  1. PAT&RUB – rozgrzewający balsam do rąk – 39 zł / 100 ml
  2. LOVE ME GREEN – naturalny olejek relaksujący do masażu i kąpieli – 39,90 zł / 100 ml
Łatwo więc policzyć, że standardowa wersja jest warta prawie 200 zł. Natomiast wersja dla VIP-ów – prawie 280 zł 🙂
Użyłam już wszystkich kosmetyków oprócz pasty do zębów, stąd chcę się podzielić moją opinią o tych produktach.

Luksusowy krem pielęgnacyjny POSE – Rejuvenating

To absolutny hit grudniowej edycji! Sprawdzałam ceny na stronie ekoskin i mój krem kosztuje tam niemal 115 zł, a nie 100 zł jak jest na rozpisce, więc tu dodatkowy plus. Moja skóra jest jeszcze młoda i niby nie potrzebuję silnie odmładzających kremów (w styczniu kończę 24 lata), ale chyba lepiej zapobiegać niż walczyć ze zmarszczkami. Ten produkt ma bardzo lekką formułę, bardzo szybko się wchłania, jest dość rzadki, ale już jestem pewna, że jest skuteczny w nawilżaniu. Otóż miesiąc temu czymś podrażniłam sobie skórę w okolicach oczu. Nie pomogły kremy, które miałam, krem pod oczy również nie dał rady. Nakładałam też olejek arganowy. Miesiąc walczyłam z przesuszeniem. Nałożyłam dosłownie 2 razy POSE i przesuszenie zaczęło znikać. Po 3 aplikacjach niemal podrażnienie nie było widoczne. Jestem przekonana, że to zasługa aloesu, który występuje na pierwszym miejscu w składzie. Dalej mamy kwas hialuronowy, glicerynę, wyciąg z morszczynu, czy z pestek brzoskwini. Skład jest bardzo naturalny, ponad 99% składników jest naturalnego pochodzenia. UWAGA: zawiera kwasy AHA.
Kremy posiadają opakowanie typu airless, które zabezpiecza produkt przed wylaniem, więc nie posiadają… rurki. Przed pierwszym użyciem należy wypompować powietrze, a później możemy dozować krem.
Jedynie do czego mogę się tutaj przyczepić to data ważności. Mój krem jest ważny do lipca 2015 roku, ale i tak jestem przekonana, że zużyję go szybciej 🙂
O mojej pielęgnacji cery możecie poczytać tutaj (klik!)

LIERAC – płyn micelarny do demakijażu

Jest to próbka i widziałam, że wiele osób się nim zachwyca. Niestety u mnie w ogóle nie zmywa makijażu, Rozmazuje tusz do rzęs, który nie jest nawet wodoodporny. Pozostanę wierna mojemu obecnemu płynowi. Lierac z kolei świetnie sobie radzi w roli toniku. Przemywam nim buźkę przed nałożeniem kremu. Ma dość intensywny zapach. Ja raczej wolę bardziej neutralne.

ORGANIQUE – cynamonowe mydło glicerynowe

To właśnie sprawca tego intensywnego zapachu po otwarciu. W moim pudełku tak pachniało, że aż mnie na moment osłabiło. Niemniej kiedy produkt już wyjęłam zapach nie był tak mocny. Mydełko nie wysusza skóry tak jak standardowe mydła (czy to w kostce, czy w płynie), ale też nie pieni się tak mocno. W związku z czym trochę słabiej myje. Przez kilka godzin po umyciu, cynamon jest jeszcze wyczuwalny.

APC – zestaw cieni sypkich + brokat

Każda z nas dostała również zestaw cieni: beżowo-złoty (nada się do rozświetlania), czarny z połyskującymi drobinkami oraz złoty brokat. Pojawienie się ponownie marki APC i to w tym samym wydaniu (cienie) wzbudziło u wielu osób mieszane uczucia. Pojawiły się znów zakręcane słoiczki, oraz cienie, które łatwo rozsypać. Wykonałam nimi makijaż jak na razie tylko jeden raz, więc ciężko mi się wypowiedzieć. Nie lubię czerni na oku ani brokatu, ale kto wie? Może się przekonam 🙂

VASELINE – balsam oraz wazelina kosmetyczna

Wazelina była dla mnie kolejnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się jej w pudełku świątecznym, ale taki produkt szczególnie zimą jest przydatny. Zdziwiło mnie to, że Vaseline pojawiło się w 3 grudniowych pudełkach: ShinyBox, Beglossy oraz w JoyBoxie. Osoby, które kupiły 3 grudniowe pudełka właśnie tych marek, będą miały na pewno zapas kosmetyków Vaseline… Nie możemy tutaj winić Shiny, bo pewnie nie wiedzieli, że beglossy też będzie miał coś takiego jak oni.
Co do balsamu to tutaj zdania są podzielone. Część dziewczyn jest zadowolona, a część narzeka, bo nie używają produktów z parafiną. Również należę do grupy osób, które unikają parafiny. Producent twierdzi, że mikro kropelki wazeliny wnikną w naszą skórę i po 4 tygodniach regularnego stosowania skóra będzie zregenerowana na kolejne 3 tygodnie… Nie wiem, co mam o tym myśleć, ale zupełnie mi się ten opis nie podoba i mnie nie przekonuje. Niemniej produkt zużyję, bo od kilku miesięcy regularnie (codziennie) balsamuję ciało i balsamów nigdy za wiele 🙂

SIGNAL – pasta do zębów White Now Gold

Nie używam past wybielających, bo mam dość wrażliwe zęby, ale nie sądzę by ta pasta była zbyt mocna. Ja akurat nie narzekam na pojawienie się pasty w pudełku. Jest to gratis i zawsze się przyda. To jedyny produkt, którego jeszcze nie używałam. Jestem ciekawa, czy faktycznie wybiela. Pastę również można było dostać w JoyBoxie.

PAT & RUB – rozgrzewający balsam do rąk

Jest to kosmetyk dodatkowy (dla klubu vip). Mam wrażenie, że w tym miesiącu Shiny czytało mi w myślach. Mimo że przy recenzji poprzedniego pudełka nie wymieniłam rozgrzewającego kremu do rąk to bardzo ucieszyłam się z pojawienia tego produktu. Jestem zmarzluchem, mam bardzo słabe krążenie, wiecznie zimne dłonie i stopy. Cierpię na coś w rodzaju bielenia kończyn pod wpływem zimna. Niestety lekarze nie wiedzą, co mi dolega, więc muszę się posiłkować tym, co mam. Ostatnio może nie jest najzimniej, ale uwierzcie – moje dłonie i tak cierpią. Postanowiłam zaryzykować i wypróbować ten kosmetyk przy wyjściu z domu. Celowo nie zabrałam ze sobą rękawiczek. I nie było tak źle. W prawdzie dłonie mi zmarzły, ale nie aż tak jak zazwyczaj. Ponadto produkt bardzo dobrze nawilża, wygładza i faktycznie delikatnie rozgrzewa. Ma bardzo intensywny zapach, najbardziej wyczuwalne są chyba goździki, pachnie podobnie do “przyprawy do piernika”. Bardzo lubię takie zapachy.
Mam w domu też rozgrzewające serum antycellulitowe z Marizy i miałam zamiar je stosować właśnie na dłonie i stopy. Z tym, że tamto serum trochę piecze (ale nie jest to związane z żadnymi alergiami). Jeśli na dłuższą metę PAT&RUB się sprawdzi to dla takiego efektu będę wstanie wydawać te 39 zł 🙂

LOVE ME GREEN – olejek do masażu i kąpieli

W składzie znajdziemy m.in. olej sezamowy, olej z pestek moreli, olej roślinny, olej arganowy, olej z nasion słonecznika, olej sojowy, ekstrakt z kwiatów plumerii. Produkt ma specyficzny zapach. Bardzo lubię oleje i stosuję je w pielęgnacji całego ciała: skóry, cery, czy włosów. Stąd olejki się u mnie na pewno nie zmarnują. Ponadto kosmetyki Love Me Green mają bardzo fajne składy. Mam ich maseczkę do twarzy i jestem bardzo zadowolona.
Tutaj również mogę przyczepić się jedynie do daty ważności, ponieważ produkt jest ważny do 19 marca 2015. Ale i tak wiem, że go do tego czasu zużyję, bo opakowanie zawiera 100 ml, a ja lubię smarować się olejami. Do Nowego Roku już go nie będzie 🙂
Jeśli chodzi o to pudełko to jestem z niego bardzo zadowolona. Zwłaszcza z wersji dla członkiń klubu VIP. Hitem tego pudełka jest krem POSE, balsam do rąk PAT&RUB oraz olejek Love Me Green. Jednak fajnym dodatkiem jest mydełko ORGANIQUE, płyn do demakijażu LIERAC (stosowany jako tonik), no i pasta SIGNAL. Najmniej jestem zadowolona z wazeliny, balsamu i cieni APC. Moim zdaniem box świąteczny jest lepszy od tego listopadowego. Szkoda, że nie jest już dostępny, bo zamówiłabym go dla samego kremu POSE 🙂
Przejrzałam ponownie swoje zbiory kosmetyków i tym razem miałam problem, aby określić co chciałabym znaleźć w styczniowym pudełku. Jednak są takie kosmetyki, których nie mam wcale, lub które lada moment się skończą i są to:
  • maseczka do twarzy (w jakimś większym opakowaniu),
  • produkt przyspieszający wysychanie lakieru,
  • toni/hydrolat/woda termalna,
  • korektor pod oczy,
  • eyeliner,
  • żel pod prysznic/sól/olejek zapachowy o kąpieli.
Podoba Wam się zawartość grudniowego ShinyBoxa? Subskrybujecie pudełka? A może miałyście któreś z tych kosmetyków?


Na co dzień jestem freelancerką – prowadzę własną jednoosobową firmę, która jest dla mnie wyzwaniem, jednocześnie przynosząc mi dużo radości. Na blogu zachęcam do dbania o włosy, testuję kosmetyki i wspieram w walce o piękno.