Recenzje

Hity wśród masek: Kallos Cherry i Blueberry

Hity wśród masek: Kallos Cherry i Blueberry
Zakup Kallosów odkładałam na później wiele razy. Z początku myślałam, że to pic na wodę, no bo jakim cudem moglibyśmy dostać dobry produkt za 9-10 zł? Zwłaszcza o pojemności jednego litra?

 

Jeśli chodzi o moje obawy to oprócz działania, zastanawiałam się, czy maski dotrą do mnie w całości. W grudniu Dzika Wózkowa pokazała na swoim blogu roztrzaskane Kallosy. Niestety jak na litrowe produkty to mają one słabej jakości opakowania. Wolałabym dopłacić te 2 zł więcej, żeby dostać solidne pojemniki. Na szczęście maski dotarły w znośnym stanie. Zamówiłam cztery i tylko (a może i aż) dwie z nich miały praktycznie zniszczone zakrętki. Oczywiście trochę kosmetyku się porozlewało, ale nie czułam potrzeby, żeby to gdzieś zgłaszać. W końcu wiedziałam, że ponoszę ryzyko 🙂
maski kallos kallos cherry
Wśród masek, które zamówiłam były wersja Cherry, Blueberry, Keratin i Omega. Jednak Keratin i Omegę postanowiłam otworzyć za jakiś czas, a na ten moment sięgam po wersję czereśniową i jagodową.

 

Kallos Cherry

Skład: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (substancja kondycjonująca, antystatyk), Prunus Avium Seed Oil (olej z pestek czereśni), Parfum (zapach), Citric Acid (konserwant, regulator pH), Cyclopentasiloxane (lotny silikon), Dimethiconol (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Propylene Glycol (humektant, substancja nawilżająca), Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).
Patrząc na skład tej maski pomyślałam, że cudów nie zrobi. W zasadzie przed zapachem są tylko 3 składniki (nie licząc wody). Ale wiecie co? Emolienty+antystatyk wystarczają, aby dociążyć moje włosy. Dalej w składzie są lekkie silikony, które albo odparują, albo je po prostu zmyjemy delikatnym szamponem. Jest jeden humektant, który raczej ma małe szanse, żeby zadziałać (jest go bardzo mało).

 

Moje wrażenia, czyli efekty po Kallosie Cherry

Już wiecie, że jestem zadowolona z tej maski 🙂 dodam tylko, że to jedna z najlepszych masek, jakie miałam okazję używać. Dociąża, wygładza, nabłyszcza, dzięki silikonom, zabezpiecza przed uszkodzeniami. Do tej pory musiałam niemal co mycie stosować metodę OMO (albo chociaż samo OM), aby włosy były naprawdę dociążone. Z tą maską mogę sobie spokojnie pozwolić na olejowanie raz w tygodniu, zwłaszcza gdy jestem zabiegana 🙂
Problemem według mnie jest tylko opakowanie, ale za 9 zł raczej nie powinnam oczekiwać ideału. Jeden Kallos to jak 4-5 zwykłych masek, więc wychodzi jakieś 2-2,50zł za 200-250 ml. Praktycznie darmo 🙂
maski kallos kallos blueberry

 

Kallos Blueberry

Skład: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (substancja kondycjonująca, antystatyk), Persea Gratissima Oil (olej z awokado), Parfum (zapach), Vaccinium Myrtillus Extract (ekstrakt z czarnej jagody), Citric Acid (konserwant, regulator pH) , Cyclopentasiloxane (lotny silikon), Dimethiconol (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Propylene Glycol (humektant, substancja nawilżająca), Niacinamide (witamina PP), Calcium Pantothenate (kwas pantotenowy), Sodium Ascorbyl Phosphate (przeciwutleniacz), Tocopheryl Acetate (przeciwutleniacz), Pyridoxine HCl (witamina B6), Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).
Drugą maską, po którą sięgnęłam była i w sumie nadal jest jagódka (i jeszcze długooo będzie:). W porównaniu z wersją Cherry ma znacznie bogatszy skład. Jednak tytułowe jagody znajdują się tuż za zapachem i przyznam, że jestem tym nieco rozczarowana. Nazwa tej maski raczej powinna się odnosić do oleju z awokado 🙂 Oprócz emolientów, silikonów, jednego humektanta, są również witaminy i przeciwutleniacze.

 

Moje wrażenie, czyli efekty po Kallosie Blueberry

Kolejnym razem Kallos mnie nie zawiódł. Włosy po wersji Blueberry są mięciutkie, gładziutkie i takie och i ach 🙂 Myślę, że w porównaniu do Cherry, Blueberry w minimalnym stopniu lepiej wpływa na moje kosmyki, ale ma też znacznie bogatszy skład. Jest też jeden malutki minusik. Niedokładnie spłukana potrafi przeciążyć włosy, ale jeśli użyjemy wystarczającej ilości wody, to nie powinno być problemu.
Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, w jakim stanie jest nakrętka od Blueberry. Dokładnie widać jak popękała w transporcie (podobnie zresztą jak ta od Kallosa Omega).
maski kallos kallos blueberry

 

Konsystencja i zapach masek Kallos Cherry i Blueberry

Maski są bardzo gęste, zbite, nie przelewają się między palcami. Właśnie taką konsystencję lubię najbardziej! Każdej z nich użyłam już około 6-7 razy a praktycznie nie widać, żeby coś ubyło. Na pewno wystarczą mi jeszcze na wiele, wiele miesięcy 🙂 Jeśli chodzi o zapach to nie jest on jakoś specjalnie miły, ale też nie drażni. Po prostu maski mają owocowy, ale chemiczny zapach. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo całkiem przyjemnie się ich używa, chociaż wyczuwam chemię.
maski kallos konsystencja
Podsumowując, oba Kallosy spisują się rewelacyjnie. Oczywiście nie mają w składzie zbyt wielu humektantów, a protein wcale. Jednak dla miłośniczek emolientów będą idealne. Niestety, raczej nie powinnyśmy sięgać tylko po Cherry i Blueberry, ponieważ pielęgnacja powinna opierać się na równowadze proteinowo-emolientowo-humektantowej (PEH). Zakłada ona, że włosy potrzebują protein, humektantów i emolientów. Ich ilość jest zależna od typu włosa. Nie oznacza to, że powinnyśmy stosować je w takiej samej proporcji. Moje włosy na przykład nie potrzebują dużej ilości protein.

 

Koniecznie dajcie znać, czy miałyście jakieś maski Kallos i które polecacie! 🙂
79 Komentarzy
zaczarowanaa 11 lipca 2015 o 18:39 Odpowiedz

Tych wersji nie miałam, ale na obie mam ochotę 🙂 Ja bardzo lubię bananową wersję i keratynową 🙂

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 18:44 Odpowiedz

Keratynową mam i za jakiś czas ją otworzę, ale pewnie nie wcześniej niż cherry i blueberry zużyję do połowy. Zastanawiałam się nad bananową i w sumie dalej nie wiem, czy warto. Jak się u Ciebie sprawdziła? 🙂

yourpleasure 11 lipca 2015 o 19:22 Odpowiedz

Powyższych nie miałam, ale właśnie kończę litr bananowej – cuuudo! Uwielbiam jej działanie na moich włosach – wygładza, dociąża i do tego tak pięknie pachnie! Keratynową też bardzo lubię 🙂 Kallosy to jedne z najlepszych masek jakie używałam 😉

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 19:26 Odpowiedz

Dzięki za info o bananowej! Gdzieś czytałam, że dużo osób uważa ją za średniaka i w sumie nie trafiłam na opinię aż tak zachwalającą 😛

*Nataleczka* 11 lipca 2015 o 19:27 Odpowiedz

Ja mam keratynową i srednio się spisuje. Jagoda mnie kusi.

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 19:30 Odpowiedz

Keratynową też mam, ale na razie nie otwieram. Gdybym otwarła 3 Kallosy to tak jakbym otwarła ze 12 zwykłych odżywek 😛 Dobiję z tymi do połowy, a potem zastanowię się, czy Keratin czy Omega będzie następna.

marlen 11 lipca 2015 o 19:32 Odpowiedz

Mam właśnie Twoich ulubieńców, Cherry i Blueberry 🙂 Nie przepadam jakoś specjalnie za nimi, jedynie myję nimi włosy co jakiś czas. Z kallosów najbardziej lubię Color i do niego na pewno wrócę 🙂

yourpleasure 11 lipca 2015 o 19:36 Odpowiedz

Moje włosy ją kochają i wyglądają po niej na bardzo zdrowe, choć aż tak zdrowe nie są 😀 No wiesz opinie są różne i zależne od stanu włosów, ale też od tego, kto czego oczekuje 🙂

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 19:36 Odpowiedz

Wszystko zależy od typu włosów. Wybierając maski sugerowałam się dziewczynami, które mają zbliżony rodzaj włosów do mnie:) dobrze, że Kallos ma duży wybór tych masek, każdy znajdzie coś dla siebie 🙂

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 19:40 Odpowiedz

Pewnie, że wiem, że to wszystko zależy od włosów 😛 nie szukałam wcześniej opinii o wersji bananowej, ale gdy trafiałam na różne blogi to wiele dziewczyn określało ją jako średniaka. Choć nie ukrywam, skrycie marzę, żeby przetestować każdą maskę Kallosa 😀 wiele lat upłynie nim to wszystko zużyję 😛

yourpleasure 11 lipca 2015 o 19:48 Odpowiedz

Ja jestem bardzo ciekawa zapachu cherry i bluberry, bo jestem uzależniona od takich owocowych zapachów. A bananowa pachnie tak, że mam ochotę ją zlizać z włosów (trochę fuj) haha 😀 Trochę czasu Ci zajmie przetestowanie tylu rodzai Kallosów, oczywiście tych litrowych 😀 :>

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 19:51 Odpowiedz

Haha 😀 To cherry i blueberry chyba nie są aż tak pociągające 😀 zejdzie mi sporo czasu, a oprócz Kallosów czaję się też na Biovaxy 😛

yourpleasure 11 lipca 2015 o 19:57 Odpowiedz

To chyba musisz łączyć Biovaxy z Kallosami – jedyny sposób na testowanie ich w jednym czasie haha 😀

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 19:59 Odpowiedz

Albo jeden przed myciem jako pierwsze O, a druga maska po myciu jako drugie O 😀

Osiemdre 11 lipca 2015 o 20:18 Odpowiedz

Właśnie siedzę z jagódką na głowie pod turbanem :3
Ta maska jest na prawdę cudowna, inne się z nią nie równają 🙂 Planowałam zakupić Cherry, lecz najpierw trzeba zużyć jagodową i algową, która również jest bardzo dobra!

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 20:23 Odpowiedz

Z jednej strony fajnie, że tak dużo maski dostajemy za tak niewiele. Ale z drugiej strony ciężko przetestować inne produkty, bo litr kosmetyku to ogromna ilość. Ja się w poniedziałek podzielę z siostrą to szybciej sięgnę po inne 🙂

Em 11 lipca 2015 o 20:23 Odpowiedz

Ja miałam już kilka i w dużym skrócie – Keratin- troszkę kołtuni, Color- za bardzo natłuszcza, Chocolate – dobrze, dość optymalnie i neutralnie, Argan – bardzo mocno silikonowe działanie – świetna, Banana – ułatwia rozczesywanie, wygładza – bardzo dobra. Jak się domyślasz ponownie kupię kiedyś tylko Banana, ale w sumie Argan też może być. A i jeszcze Serical – mleczna – lekko puszy.
Dodatkowe kryterium* łagodny zapach to może być czekolada i banan.
Trochę chaotycznie wyszło, ale mam nadzieję że taka krótka ściąga się przyda.

Szarlot Kana blog 11 lipca 2015 o 20:26 Odpowiedz

Wcale nie chaotycznie:) Troszkę się obawiam działania Keratin, ale z drugiej strony raz na jakiś czas muszę użyć też protein. Spodziewam się, że może kołtunić. Sama chcę sięgnąć jeszcze po Color, Banana, ale na pewno wykluczę Chocolate 🙂

Angelika Rybak 11 lipca 2015 o 20:39 Odpowiedz

Jeśli te dwie wersje Cię oczarowały, to poczekaj aż otworzysz keratynową, u mnie nie kołtuni włosów, wręcz przeciwnie wygładza i sprawia, że włosy można przeczesać palcami, są sypkie i lśniące 🙂 wersja keratynowa to moja największa miłość, nawet maski profesjonalne kupowane w hurtowaniach fryzjerskich nie dają takich efektów jak ta maska za 10 zł 🙂 oczywiście wszystko zależy od rodzaju włosa, ale na moich spisuje się świetnie 🙂

Agata Wójcik 12 lipca 2015 o 07:41 Odpowiedz

U mnie keratin sie nie sprawdzila niestety 🙁

Wdowa Po Stalinie 12 lipca 2015 o 08:16 Odpowiedz

ja właśnie stosuję swoją pierwszą maskę od Kallosa, ale tą Keratynową i u mnie się sprawdza 🙂 ale tych wersji jeszcze nie spotkałam, jak skończę swój litr, a nie nastąpi to prędko, to pewnie jeszcze się na jakąś zdecyduję 😉

Karolina W 12 lipca 2015 o 08:59 Odpowiedz

Patrząc po składzie wydaje mi się, że Blueberry sprawdziłaby się u mnie o wiele lepiej 🙂

Kinga Bylina 12 lipca 2015 o 10:21 Odpowiedz

Nie miałam ich niestety, już od pewnego czasu planuję zakup bananowe 🙂

Kulawy Niemiec 12 lipca 2015 o 11:23 Odpowiedz

Miałam Banan, Algi i teraz właśnie Jagodę. Banan w zasadzie nie robił z moimi włosami nic, lekko wygładzał i poleciał dalej. Blueberry aktualnie działa podobnie i nie widzę szczególnej różnicy w efekcie między nią a wersją bananową. Za to Algi były silnie nawilżające, odżywcze i baaardzo je polubiłam 🙂 (Mam średnioporowate suchawe fale o silnym skręcie)

narja 12 lipca 2015 o 11:41 Odpowiedz

Ja dotąd miałam jednego kallosa Color, ale tak bardzo go nie polubiłam, że na razie po inne raczej nie sięgnę.

sylwia 12 lipca 2015 o 12:17 Odpowiedz

Ja mam Kallos Algae i również jestem niesamowicie z niej zadowolona. Świetnie dociąża włosy, są gładkie i takie leżące. Uwielbiam ją, ale chyba skuszę się na któraś z polecanych przez Ciebie:)

Monika N 12 lipca 2015 o 12:21 Odpowiedz

Ja mam w zapasach Kallos Keratin, ale jeszcze nie używałam 🙂 Jak zużyję zapasy to się za nią wezmę i jestem ciekawa jak się spisze mój pierwszy Kallosik 😀 Na te pewnie też się w przyszłości skuszę 🙂

Kosmetyczna Obsesja 12 lipca 2015 o 12:38 Odpowiedz

Kiedyś Kallos się u mnie totalnie nie sprawdził. Może powinnam dać mu kolejną szansę.

BlindAlley 12 lipca 2015 o 13:37 Odpowiedz

Sama kupuję je tylko w Hebe- wtedy nie ma problemów z transportem. 🙂 Chociaż żałuję, ze nie widziałam nigdzie tej jagodowej wersji bo chętnie bym ją kupiła.

www.kassiiaa.blogspot. com 12 lipca 2015 o 15:28 Odpowiedz

Jeszcze nie miałam okazji używać 🙂

E Em 12 lipca 2015 o 16:17 Odpowiedz

ja wczoraj kupiłam kallosa latte i cherry także będę dopiero testowała, mam nadzieję że u mnie również się spiszą:)

Marta | martusiowykuferek.pl 12 lipca 2015 o 16:19 Odpowiedz

Obecnie mam Kallos Algae i jestem bardzo niezadowolona. Włosy są strasznie przyklapnięte, takie smutne i matowe. Gdybym decydowała się na Kallosa teraz, po Twojej recenzji, na pewno chętnie sięgnęłabym po Cherry lub Blueberry. 🙂

Angelika Ś. 12 lipca 2015 o 22:25 Odpowiedz

tych wersji Kallosa jeszcze nie miałam, ale moje włosy bardzo lubią to, jak te maski na nie działają:)
kończy mi się maska z BingoSpa, więc w niedługim czasie będę uzupełniać zapasy, chyba wiem co się w nich znajdzie:D

Szarlot Kana blog 13 lipca 2015 o 07:35 Odpowiedz

Koniecznie, zwłaszcza jeśli próbowałaś tylko jednej. Kallos ma mnóstwo masek i w zasadzie są to różne produkty. Warto wypróbować, tylko postaw na jakąś z innym składem niż tak, którą miałaś 🙂 niektóre Kallosy są do siebie podobne 🙂

Szarlot Kana blog 13 lipca 2015 o 07:39 Odpowiedz

No właśnie, Cherry i Blueberry nie zawsze są dostępne stacjonarnie. W Hebe na pewno dostaniemy Kallosy najbardziej popularne. Ale może kiedyś będą wszystkie 😛

Szarlot Kana blog 13 lipca 2015 o 07:40 Odpowiedz

Daj znać jak się u Ciebie sprawdziły 🙂

Tych nie miałam ale mam i lubię aloe, keratin, omega

Mallene 13 lipca 2015 o 10:47 Odpowiedz

Uwielbiam maski Kallos. Tych jeszcze nie testowałam więc muszę to nadrobić.

Szmaragd 13 lipca 2015 o 11:18 Odpowiedz

U Mnie wielkim hitem okazała sie omega i wlasnie blueberry 🙂

Szarlot Kana blog 13 lipca 2015 o 11:52 Odpowiedz

O! to skoro Blueberry się u Ciebie sprawdził to liczę, że Omega u mnie też się będzie fajnie spisywać 🙂

Kejt 13 lipca 2015 o 15:41 Odpowiedz

Ja teraz używam tej niebieskiej, a potem chcę się skusić na bananową 🙂

Polinska 13 lipca 2015 o 15:49 Odpowiedz

Słyszałam o nich wiele dobrego, może kiedyś wypróbuję 🙂 Pozdrawiam, http://www.polinska.blogspot.com

Kaprysek 13 lipca 2015 o 16:22 Odpowiedz

Wiśniową i bananową bardzo lubię, ale jagodowa nie przypadła mi do gustu ;/

Julaa itsbeauty 13 lipca 2015 o 16:30 Odpowiedz

już są na mojej liście 😀 ja używałam algae ale szału nie było za to keratynowa jest idealna. Bardzo lubię też omega 😀

Barbara Bocheńska 13 lipca 2015 o 17:31 Odpowiedz

bardzo chętnie bym je wypróbowała 🙂 bo ich jeszcze nie miałam 🙂

Nie-codzienna 13 lipca 2015 o 18:04 Odpowiedz

Ojj dużo dobrego o nich słyszałam 🙂

Paula S. 13 lipca 2015 o 19:07 Odpowiedz

Wąchałam obie i chętnie bym je przygarnęła ♥

justice 13 lipca 2015 o 19:45 Odpowiedz

ja uwielbiam bananową maskę tej firmy 🙂
justiceteess@gmail.com

Miss M 14 lipca 2015 o 09:12 Odpowiedz

ja mam jagódkę i jestem z niej bardzo zadowolona 🙂 troszkę szkoda, że te nowsze Kallosy sa dostępne tylko w litrowych opakowaniach, trochę mnie przerażają jednak 🙂 mam nadzieję, że za jakiś czas będą dostępne w opakowaniach 275 ml, bo chętnie przetestowałabym Cherry, Omege, Aloe, Color ; )

Muminkowe nowości 14 lipca 2015 o 11:33 Odpowiedz

Ja mam tylko latte ale te bym chciała wypróbować 🙂

koOla 14 lipca 2015 o 11:55 Odpowiedz

Mam cherry i jestem zachwycona <3 😀 Ostatnio włosy miały drobny kryzys, a ta maska doskonale sobie z nim poradziła! 🙂

Królowa Karo 14 lipca 2015 o 21:36 Odpowiedz

Też zawsze myślałam, że to pic na wodę, ale skoro u Ciebie czytam takie pochwały, to chyba zawierzę i kupię.

Joa nowa 15 lipca 2015 o 19:41 Odpowiedz

Mnie przeraża ta pojemność 😀

Kinga Kupczak 16 lipca 2015 o 09:12 Odpowiedz

Ja sama tyle razy przechodzę obok nich, pomacam, popatrzę, ale nie biorę. Nie wiem nawet czemu. Może się skuszę na jedną? 🙂

Aneta Matuszak 16 lipca 2015 o 11:10 Odpowiedz

Miałam z Kallosow Latte, Placente ale Keratin uwielbialam (jak moje wlosy proteiny) teraz mam Hair Botox ale jeszcze sie za nia nie wzielam. Czaje sie jeszcze na Aloe i Blueberry wiec fajnie ze sie u Ciebie sprawdzil 😉

Wiolucja 16 lipca 2015 o 14:14 Odpowiedz

Jakoś nigdy nie mogę uwierzyć, że maska o takiej cenie i o takiej pojemności jest w stanie zrobić cokolwiek na włosach, dlatego też obok Kallosa przechodzę obojętnie, no ale… może czas spróbować 🙂

sandraxblog 17 lipca 2015 o 10:10 Odpowiedz

ja mam bananową i bardzo polecam, potem będę myśleć jaką sprawdzić kolejną 🙂 +obserwuję 🙂

Alicja P. 17 lipca 2015 o 11:33 Odpowiedz

Bardzo popularne te Kallosy ostatnio, muszę też je wypróbować, ciekawe co na to moje włosy :))

Beauty B. 17 lipca 2015 o 13:47 Odpowiedz

Tych masek z Kallosa jeszcze nie miałam 😉

ja mam kallosa vanilla i tez fajna jest 🙂 polecana jest ta bananowa ;p

80agness 18 lipca 2015 o 13:46 Odpowiedz

Zakup Kallosów też ciągle odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Od dawna mnie ciekawią, ale zazwyczaj w koszyku z zakupami ląduje coś innego i tak ogrom włosowych kosmetyków w łazience mnie powstrzymuje przed ich wypróbowaniem. Przeraża mnie też ta litrowa pojemność, bo chociaż mam długie włosy, to podejrzewam, że sporo czasu by mi zajęło ich zużycie 😉 Niemniej obie wersje wpisuję na chciej listę, a zawartością słoika najwyżej podzielę się z koleżanką 😉

Beata Zając 18 lipca 2015 o 17:53 Odpowiedz

Przerobiłam większośc masek Kallosa teraz amm na tapecie Omege i Botox a do tego doszło Bluberry z ciekawości .Skoro piszesz,że Cherry taka dobra jest tez to zakupie. Za je stosuje od naprawde dawna i jestem z nich zadowolona . przerobiłam już Keratin, Algi,Planceta i sama reszty nie pamiętam ale nie przestane napewno ich używac 🙂

Cukrowa Księżniczka 20 lipca 2015 o 18:49 Odpowiedz

Miałam Color i nadal ją mam- myję nią włosy.
Banana u mnie to była istna tragedia, nigdy do niej nie wrócę pomimo, że zapach wg mnie miała CUDOWNY!
Blueberry- szukam, szukam… znaleźć nie mogę. W żadnym Hebe jej nie ma. A jak na złość- były, ale jak kupowałam innego Kallosa. Myślałam nad tym, żeby myć nią włosy jak już ją dorwę ale nie wiem czy będzie się nadawać…
Innych kallosów nie miałam jeszcze 🙂 Obserwuję:)

Diamante 22 lipca 2015 o 07:59 Odpowiedz

Jeszcze ich nie próbowałam 🙂 moje włosy są cienkie i matowe więc coś muszę z nimi zrobić 🙁 Mam nadzieję że te maski pomogą 🙂

Anonimowy 24 lipca 2015 o 10:12 Odpowiedz

Mam wersję Cherry i niestety na moich włosach nie sprawdza się tak idealnie, brakuje dobrego nawilżenia moim suchym włosom abym mogła być w pełni zadowolona z efektów.
Może ktoś miałby pomysł z czym ją skomponować, aby zużywanie tego litra maski stało się przyjemniejszą sprawą?
Pliiss

Klaudek884 26 lipca 2015 o 07:50 Odpowiedz

Miałam kilka razy Kallosa Latte a teraz mam Vanille. Lubie używać tych masek pod olej, dodając do henny czy do żelatyny, czyli taki dodatek. Twoich wersji nie miałam, natomiast kusi mnie Aloe:)

Anonimowy 8 sierpnia 2015 o 08:41 Odpowiedz

Proponuję spróbować jeszcze mleczną firmy Mila. Cena podobna, działanie również i ma obłędny zapach.
Dodatkowo szampon Med+ oczyszczający firmy prosalon, Chantal. Oczyszcza włosy i skórę głowy niemalże perfekcyjnie!

Karolina K. 4 września 2015 o 11:44 Odpowiedz

O bardzo lubie Kallosa obecnie mam czekoladową 😉

Patusia 7 stycznia 2016 o 19:56 Odpowiedz

Co ile używasz bo ja nie wiem czy używać ją codziennie, raz w tygodniu czy kilka razy na tydzien. Pozdrawiam 🙂 http://sm4rowski.blogspot.com

Anonimowy 27 lutego 2016 o 23:23 Odpowiedz

Teraz można go dostać również w Naturze.

Klaudia 20 kwietnia 2016 o 00:05 Odpowiedz

Do tej pory miałam wersję Banana, Keratin, Multivitamin i Algae. Najlepiej wspominam multiwitaminę. Później bananową. Teraz poluję na jagódkę 🙂 Obserwuję 🙂

Mylifemystyle 14 lipca 2016 o 09:07 Odpowiedz

Myślę, że się skuszę na tę maskę do włosów, zwłaszcza, że ma tyle dobrych opinii 🙂 zwłaszcza, że cena jak na litr kosmetyku jest naprawdę bardzo dobra

Katarzyna Guziak 23 września 2016 o 16:50 Odpowiedz

Ja mam kallos color. Fajnie nawilża ale zapach sprawia że używam jej bardzo rzadko :/

Anonimowy 14 października 2016 o 11:14 Odpowiedz

Za pierwszym razem kupiłam Kallos Keratin i byłam zachwycona, wiece co w niej najbardziej polubiłam? Czasem zdarza mi się, że spinam moje włosy byle jak, w byle koczka na czubku włosy, i zdarza się, że w takim wydaniu idę spac (wiem wiem… powinna je rozplatać, rozczesać… ;)) i po dniu i nocy w takim wydaniu moje włosy czasem są strasznie skołtunione, ide je myć i czuje jak strasznie są splątane i już wtedy zastanawiam się jak je rozczesać, żeby nie wyrwać połowy i właśnie wtedy z pomocą przychodzi Kallos Keratin…tak wspaniale je wygładza, że już w myciu czuję, że się rozplątują jak dziwnie to nie brzmi 😀 a rozczesywanie ich wtedy jest bezproblemowe 🙂 Odżywka/maska jest rewelacyjna, dzięki niej włosy się wspaniale rozczesują, są gładkie i wogóle naj 🙂
Drugą odżywką Kallos jaką miałam/mam jest Milk, która tez jest świetna (bo wogole nie mogę żyć bez tych masek) ale jednaj Keratin była lepsza 🙂

Gabi 🙂

[…] już od roku – w końcu mają opakowania litrowe i nie zużywa się ich tak szybko. Wersje Cherry i Blueberry (recenzja) już wykończyłam i zrecenzowałam, a teraz pora na Kallosa […]

[…] osoby mające włosy wysokoporowate, ale zdrowe powinny być z niej zadowolone. Moja recenzja: Kallos Cherry – opinia Cena i dostępność: około 9-10 zł. Stacjonarnie dostępna w drogeriach Hebe, Naturze. W […]

Kamila JK 21 stycznia 2017 o 05:51 Odpowiedz

Ja nie jestem z nich zadowolona. Są za słabe dla moich puszących się włosów, nic a nic nie dociążają, nawet po użyciu ich jako szampon (zwłaszcza wiśniowa zostawiała latające siano)

Anonimowy 18 lutego 2017 o 14:26 Odpowiedz

czy próbowałaś może kiedyś maski Kallos Biotin? jeśli tak, to co o niej myślisz? ZNalazlam taka recenzje w sieci… https://idealna.pl/kosmetyki/wlosy/odzywki-i-maski/kallos-biotin-upiekszajaca-maska-do-wlosow/

Marta

Szarlotte | Dbaj o włosy 18 lutego 2017 o 14:31 Odpowiedz

Witaj Marto,
Nie używałam tego Kallosa, dlatego jeśli chodzi o jego recenzję zerknij tutaj:
http://www.kasianafali.pl/2016/09/kallos-biotin-pierwsze-zauroczenie.html
Moje wnioski: Jeśli masz dość zdrowe włosy, które nie potrzebują dużej dawki nawilżenia i natłuszczenia, wypróbuj tę maskę. Jeśli masz bardziej wymagające włosy, raczej nie da efektu wow.
Pozdrawiam,
Karolina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *