Porady

Jak ograniczyć słodycze? Jak zmniejszyć na nie apetyt?

Jak ograniczyć słodycze? Jak zmniejszyć na nie apetyt?

Od kiedy pamiętam uwielbiałam jeść słodycze – batoniki, cukierki, ciasteczka, ciasta… Wszystko, co wpadło w moje ręce w mgnieniu oka znikało. Nie potrafiłam oprzeć się całej tabliczce czekolady, nie umiałam zrezygnować ze słodyczy. Dziś, gdy sięgam po nie 4 razy w miesiącu, nie mogę wyjść z podziwu, że udało mi się zmobilizować i przerwać to błędne koło. Jak ograniczyć słodycze? Chcę się dziś podzielić wnioskami z ostatnich 20 miesięcy.

Choć ten tekst może wydawać wam się nie na temat to jednak w dużej mierze słodycze mają wpływ na wygląd włosów, o czym pisałam w tekście Czy słodycze szkodzą włosom? Przede wszystkim wpływają na zmianę składu sebum, osłabiają mieszki włosowe, a nawet mogą prowadzić do zaburzeń hormonalnych. Oczywiście, ja nie zmieniłam swoich przyzwyczajeń tylko ze względu na włosy 🙂 Inne motywy mną kierowały.

Jak ograniczyć słodycze, czyli jakie myślenie mi pomogło

Słodycze były mi bliskie. Sięgałam po nie, gdy mi się nudziło, gdy nie miałam pomysłu na to, co zjeść i w szczególności, gdy miałam gorszy dzień. To nie ja decydowałam o sobie, decydowały za mnie batoniki, czekolada i cukierki. Ciągle po głowie chodziły mi myśli „zjadłabym coś słodkiego”, „mam ochotę na pralinki albo Snickersa”. Też tak macie? Kilka razy próbowałam rzucić ten nałóg, ale bezskutecznie. Nie pomogła decyzja o całkowitej rezygnacji, czy wyzwanie 100 dni bez słodyczy. Nie znalazłam w Internecie żadnej metody, która pasowałaby do mnie w 100 procentach: nie sprawdziło się wcinanie orzechów, czy zastępowanie słodkości owocami. Miałam dość wyrzutów sumienia i straconych pieniędzy, więc w sierpniu 2015 roku podjęłam decyzję, że pora to zmienić. Wiedziałam, że cukier destrukcyjnie wpływa na wygląd, zęby, zdrowie i wagę, a ja chciałam o siebie zadbać.

Kluczem do sukcesu stała się myśl, że robię to dla swojego zdrowia, a nie dlatego, że będę szczupła i ładna.

słodycze jak z nich zrezygnować

Jak ograniczyć słodycze? Jak zmniejszyłam na nie apetyt?

Doszłam do wniosku, że stawianie przed sobą zbyt dużych wyzwań nie jest dla mnie dobre. Kiedy coś mnie przerasta szybko się zniechęcam. Byłam tak uzależniona od słodyczy, że przy ich nagłym wyeliminowaniu robiło mi się słabo i dostawałam skurczy mięśni. Mój organizm podpowiadał mi, że rzucenie się na głęboką wodę nie jest dla mnie. Dlatego postanowiłam zrobić to stopniowo i moje 1,5 roku (a nawet 1 rok i 8 miesięcy) wyglądało następująco:

  1. etap 1 (1 miesiąc) – kupne słodycze, drożdżówki, pączki, chipsy i lody śmietankowe jadłam tylko w niedzielę (każdą) i święta. W pozostałe dni zajadałam się lodami wodnymi i sorbetowymi. Mogłam też jeść codziennie domowe wypieki bez ograniczeń , jednak nie miałam okazji, aby po nie sięgać. Słodziłam herbatę.
  2. etap 2 (4 miesiące) – kupne słodycze, drożdżówki, pączki i chipsy jadłam tylko w niedziele i święta. Zrezygnowałam z lodów. Nadal słodziłam herbatę i mogłam bez ograniczeń jeść domowe wypieki.
  3. etap 3 (1 miesiąc) – kupne słodycze, drożdżówki, pączki, domowe wypieki i chipsy jadłam tylko w niedziele. Przestałam słodzić herbatę.
  4. etap 4 (aktualnie) – kupne słodycze, drożdżówki, pączki, domowe wypieki, chipsy jadam tylko w soboty i święta. Wybrałam ten dzień, ponieważ wtedy mam najwięcej ruchu, więc moje zapotrzebowanie energetyczne jest wyższe. Obecnie (przez okres Wielkiego Postu) nie jem słodyczy w ogóle. Na tym etapie takie postanowienie nie jest już tak dużym wyzwaniem, ale w opinii mojego męża na dłuższą metę skutecznie hamuje apetyt na słodycze.

Moje wrażenia, czyli jak się czułam przez te 20 miesięcy

Początkowo było mi ogromnie ciężko, choć mogłam jeść domowe wypieki, lody sorbetowe i wodne! A nawet słodziłam herbatę i kawę. Jednak wciąż pojawiała się myśl, że zjadłabym coś słodkiego. Pierwszy miesiąc był dla mnie katorgą, ale później poszło z górki.  Może dlatego, że zasady były dla mnie dużo bardziej oczywiste? A może dlatego, że mój organizm powoli zaczął się odzwyczajać od słodkiego? W każdym razie część słodyczy przestała mi smakować. Ciastka, którymi się zajadałam parę miesięcy wcześniej, wydawały mi się ohydne: były za słodkie, a przede wszystkim wyczuwałam okropny, chemiczny smak.

W pierwszych 5 miesiącach miałam problem z przejadaniem się – jadłam więcej słodyczy niż planowałam. Ogromnym ułatwieniem była dla mnie rezygnacja ze słodzenia herbaty. Od tej pory przestałam odczuwać ogromną potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, a w dni kiedy mogłam jeść słodycze jadłam ich znacznie mniej niż poprzednio. Oczywiście nadal mam takie dni, że moje myśli krążą wokół słodkości, ale przeliczyłabym je na palcach jednej ręki. Nawet pisząc ten wpis, czy wchodząc do sklepu, nie mam ochoty na ulubione pralinki, lody, czy wypieki. Czuję, że jestem wolna.

słodycze jak ograniczyć słodycze

Moje rady, które mogą wam pomóc w ograniczeniu jedzenia słodyczy

  1. Są przynajmniej dwa typy ludzi: część powie sobie dość i wytrwa w postanowieniu, a inni muszą powoli się odzwyczajać. Jeśli jesteś w tej grupie, co ja (czyli niby wiesz jak ograniczyć słodycze, ale nie jesteś w stanie rzucić się na głęboką wodę) dawkuj sobie ilość słodyczy. Twoim etapem może być na przykład rezygnacja z drożdżówek i pączków. Później możesz wyeliminować słodzone napoje, cukierki, ciasteczka itd.
  2. Ustal sobie dzień, albo dni, w które będziesz  jeść słodycze. Nie musisz stawiać przed sobą takiego wyzwania jak ja, ale jeśli po słodkości sięgasz praktycznie codziennie to Twoim pierwszym krokiem może być zredukowanie objadania się nimi do 3-4 dni tygodniowo.
  3. Nie poddawaj się, nawet jeśli będzie taki czas, kiedy nie będziesz mogła sprostać wyzwaniu. Ważny jest każdy dzień, kiedy udało nam się wytrwać w postanowieniu. Nie traktuj nieudanego dnia jako porażki, tylko uświadom sobie, że to kolejny etap do osiągnięcia celu.
  4. Znajdź kogoś, kto tak jak Ty, chce zrezygnować z jedzenia słodyczy. Dla mnie taką osobą jest mój mąż, który mnie wspiera, ale jednocześnie upomina w chwilach słabości. To niesamowicie motywujące! Wiem, że jeśli ja sobie pozwolę na zjedzenie czegoś słodkiego to jemu też dam zielone światło na jedzenie słodyczy, a przecież zależy mi na jego zdrowiu 🙂
  5. Przygotuj się na to, że inni wciąż będą Cię kusić! Bo przecież „od jednego ciastka nic się nie stanie”, „normalni ludzie jedzą słodycze”, „wydziwiasz”. Wielu ludzi chce zrezygnować ze słodyczy, ale nie wiedzą jak to zrobić. Często widząc kogoś komu się udaje, wyśmiewają jego sukces, albo próbują go zwieść na „złą ścieżkę”.
  6. Ciesz się dniem, który wybrałaś na wcinanie słodkości! Nie jedz wtedy byle czego, kupuj dobrej jakości czekolady, czy ciastka, a najlepiej przygotuj je samodzielnie. Zresztą jestem przekonana, że tanie, supermarketowe słodycze, przestaną Ci smakować, bo tak jak ja, poczujesz, że ich smak jest chemiczny.

Masz jakieś swoje patenty na to jak ograniczyć słodycze? A może nadal masz problem z jedzeniem dużej ilości słodkości? Które słodycze najbardziej Cię gubią? 



22 Komentarzy
Monika St 5 kwietnia 2017 o 19:09 Odpowiedz

Ja staram się ich po prostu nie kupować 😉 Mając dziecko czasami to się nie udaje, ale ograniczam słodkości zarówno dziecku jak i sobie 😉 Jedynie to co mały dostanie to jest, ale powstrzymuje się i jak najdzie mnie ochota na coś słodkiego to…sięgam po mandarynkę, jabłko i staram się o tym nie myśleć 😉

Karolina Dąbrowska 5 kwietnia 2017 o 20:30 Odpowiedz

Na mnie to niestety nie działało chociaż próbowałam. Po prostu byłam na takim etapie uzależnienia od słodyczy, że wiele metod nie dawało rady. Teraz byłoby mi dużo łatwiej zastosować to o czym mówisz 🙂 zresztą ja nawet kupuję słodycze wcześniej i nie mam problemu z tym, że mnie kuszą. Kiedyś pewnie od razu bym je zjadła 😀

Sylwia 5 kwietnia 2017 o 20:41 Odpowiedz

Przypomniałaś mi jak jeszcze kilka miesięcy temu jadłam słodycze niemal codziennie. Uwielbiam je! Cóż poradzić? 😀 Musiałam jednak je ograniczyć ze względu na trądzik różowaty. Ciągle mnie wysypywało po nich. Skóra była tak czerwona i miała pełno grudek, że szok. Na początku się tym nie przejmowałam, ale któregoś dnia spojrzałam na siebie w lustrze i… to mnie skutecznie zmotywowało do podjęcia walki z samą sobą. Jestem też pod opieką dermatologa. Zaczęłam się zdrowiej odżywiać, ale to nie znaczy, że wyeliminowałam całkowicie słodkości ze swojej diety. Teraz pozwalam sobie na nie co 2 tygodnie, w soboty. Ale najlepiej jest mi z faktem, że moja cera, chociaż ciągle daleko jej do ideału, to trochę się poprawiła. Pozdrawiam serdecznie i wielkie dzięki za ten post! 🙂

Karolina Dąbrowska 5 kwietnia 2017 o 21:43 Odpowiedz

Też miałam taki etap, że jadłam słodycze co 2 tygodnie, ale stwierdziłam, że optymalnie będzie raz w tygodniu 🙂 teraz jem słodycze nie z przyzwyczajenia, ale dla przyjemności 🙂 w Twoim przypadku faktycznie lepiej jest rzadziej jeść słodkości. Ja na szczęście nie mam problemów z cerą, ale od kiedy nie jem słodyczy, skóra prawie się nie przetłuszcza 🙂

Kosmetyczny Fronesis 5 kwietnia 2017 o 22:13 Odpowiedz

Kiedyś miałam ze słodyczami problem, bo bardzo mnie do nich ciągnęło. Obecnie mam dokładnie odwrotnie. Ciasta z dużą ilością słodkich mas od razu mnie odrzucają. Zdarza się, że po zjedzeniu jednego kawała mam już dosyć. Najchętniej słodkie chciejstwo zaspokajam owocami.. albo jakąś niekoniecznie słodką przekąską 🙂 Mimo wszystko słodycze uwielbiam ale nie mam napadów.. jem je zawsze z wielką przyjemnością ale do pełnego zaspokojenie potrzeba mi niewiele 🙂

Karolina Dąbrowska 6 kwietnia 2017 o 08:53 Odpowiedz

Też nie przepadam za ciastami z dużą ilością mas. W ogóle ciasta robione na margarynie mi nie smakują, choć kiedyś nie wyczuwałam aż takiej różnicy pomiędzy masą na margarynie, a tą na maśle. Muszę przyznać, że zrobiłam się trochę wybredna, ale nie przeszkadza mi to. Lepiej zjeść mniej niż zapychać się kiepskiej jakości słodyczami 🙂

Gaki 6 kwietnia 2017 o 09:23 Odpowiedz

Ja uwielbiam słodycze i bardzo trudno mi z nich definitywnie zrezygnować, Staram zastępować je zdrową alternatywą, ale to nie to samo. Dzięki za wpis!

Karolina Dąbrowska 6 kwietnia 2017 o 09:42 Odpowiedz

Też lubię słodycze, dlatego nie zrezygnowałam z nich definitywnie 🙂 po prostu odzwyczaiłam od nich organizm i ustaliłam, jaki okres czasu niejedzenia ich, będzie dla mnie najlepszy. Próbowałam jeść słodycze co 2 tygodnie, ale to była zbyt duża przerwa dla mnie. Nie dlatego, że bardzo mnie ciągnęło do słodyczy. Po prostu lubię wyjść ze znajomymi, albo rodziną na ciastko, czy lody 🙂 To taki kompromis pomiędzy zdrowym odżywianiem a przyjemnościami 🙂

Dominika 6 kwietnia 2017 o 13:16 Odpowiedz

Ja robię słodycze sama – zdrowsze wersje. Czasami zjem coś słodkiego ze sklepu, ale nie panikuję z tego powodu 🙂

Karolina Dąbrowska 6 kwietnia 2017 o 14:47 Odpowiedz

Domowe najlepsze! 🙂 wiesz co dodajesz i możesz decydować o ilości cukru 🙂 ja swego czasu bardzo często domowe słodycze robiłam 🙂

Natalia 6 kwietnia 2017 o 21:40 Odpowiedz

Bardzo przydatny wpis 🙂 Gratuluję osiągnięcia celu! ; ) Ja objęłam podobną ścieżkę do twojej : aktualnie jem slodycze tylko w niedziele:) Zauważyłam, że wcześniej lubilam jesc slodycze, bo mialam byle jakie obiady, sniadania i kolacje a slodycze to bylo cos co autentycznie mi smakowalo albo nie jadlam w ogole obiadu bo wolalam paczke ciastek :/ Zaczęłam gotowac obiady, tak zeby nie wybierac ‚slodkiej’ alternatywy i trwam w swoim postanowieniu 🙂 Muszę przyznać, ze zblizajace się święta wielkanocne napawaja mnie obawa właśniie pod kątem slodyczy; )

Karolina Dąbrowska 7 kwietnia 2017 o 08:55 Odpowiedz

To, o czym piszesz to bardzo częsta przyczyna jedzenia dużej ilości słodyczy. U mnie wyglądało to tak, że na co dzień byłam bardzo zmęczona i zestresowana pracą, więc wybierałam łatwiejszą drogę, czyli czekoladę, paczkę ciastek lub chipsów zamiast obiadu. Bardzo ciężko było mi się zmobilizować do przygotowywania obiadów, choć zdawałam sobie sprawę z tego, że powinnam się zdrowiej odżywiać. Dużo łatwiej przyszło mi odstawienie słodyczy, a przez to, że jadłam ich mniej, odczuwałam głód i… zaczęłam przygotowywać normalne posiłki. Po zrezygnowaniu z części słodyczy, nadal miałam myśli, że coś bym zjadła. Wtedy robiłam np. kanapkę, owsiankę, omleta. Wiem, że do zdrowego odżywiania podeszłam trochę na około, ale inne metody na mnie nie działały. Poza tym, dużo dało mi myślenie, że złe odżywianie wpływa nie tylko na nasz wygląd, ale przede wszystkim na zdrowie. Kolejnym etapem było regularne (co 3-4 godziny) jedzenie posiłków. Na pewno za jakiś czas napiszę o tym. Przeszłam długą drogę, żeby zapanować nad swoim odżywianiem 🙂

Sonia 6 kwietnia 2017 o 22:14 Odpowiedz

Bardzo podoba mi się post, również szukałam w internecie informacji jak rzucić słodycze i większość artykułów podaje, że słodycze podjadamy z powodu emocji – u mnie tak nie ma. Ja właśnie mam „zjadłabym coś słodkiego” bardzo często i nie jest to związane z emocjami. Twój artykuł pokazuje podejście z innej strony – bardzo fajnie. Nie słodzę herbaty (a piję jej mnóstwo), ale jak kawa to latte z syropem li tylko 😉 A to raz w tygodniu. Świadome czytanie składów pomaga nie tylko we włosomaniactwie, ale również w zakupach – odkąd czytam składy nie wchodzę w alejki ze słodyczami, bo wiem że tam nic nie znajdę i wolę robić domowe wypieki.
Nadal jestem uzależniona od cukru, a zdałam sobie sprawę z tego po przeczytaniu „rzucam cukier”, postanowiłam na tydzień nie używać cukru tylko daktyle, banany i inne owoce. Jaki to był problem! Nie miałam pojęcia ja bardzo byłam/jestem uzależniona, mimo nie słodzenia herbaty, nie picia gazowanych napoi, nie kupowania ciastek (wypieki tylko domowe). Trzeciego dnia zjadłam na deser garść daktyli i migdałów i wychwalałam mojemu mężowi, że nie jadłam nic równie pysznego bardzo dawno 😉 Niestety po 2 tygodniach znowu zagościły u mnie słodycze. Najgorzej mam podczas okresu ;P Zawsze zjem coś słodkiego i jest to niezła wymówka – spontaniczne zakupy w żabce bo mam ochotę na ptasie mleczko.
Podobają mi się twoje rady i już się przygotowuję do ich wdrożenia, szczególnie, że mam dziecko, które na razie jest za małe, ale w przyszłości trzeba będzie siebie i jego pilnować aby nie jadło słodyczy – tą motywację na przyszłość muszę zmienić na teraz.

Karolina Dąbrowska 7 kwietnia 2017 o 09:18 Odpowiedz

U mnie miesiączka też przez długi czas była wymówką do jedzenia słodyczy! Myślałam sobie tak „utrata krwi=utrata żelaza, a przecież czekolada je zawiera, więc powinnam ją jeść. Zresztą, przecież kilka czekolad dostają osoby, które oddają krew”. Teraz już od ponad miesiąca nie jem słodyczy w ogóle i podczas ostatniego okresu dużo lepiej się czułam. Zawsze w te dni miałam mdłości, uderzenia gorąca, okropny ból brzucha, zawroty głowy. A teraz praktycznie żaden z tych objawów nie wystąpił 🙂 muszę dokładnie sprawdzić, czy w moim przypadku winą były słodycze. Myślę, że na około tydzień przed miesiączką z nich zrezygnuję (mimo że w tym czasie wypadnie sobota, czyli mój dzień, kiedy normalnie jem słodycze). Oczywiście za kilka miesięcy podzielę się wnioskami 🙂
Co do czytania składów produktów spożywczych to rzadko to robię, ale chcę to zmienić. W moim przypadku całkowita zmiana sposobu odżywiania to zbyt wielka rewolucja. Uporałam się ze słodyczami, chipsami, fast foodami, gotowymi produktami. Udało mi się zrezygnować ze słodzenia herbaty, nauczyłam się pić 2 litry wody dziennie i jeść co 3-4 godziny. Jestem też w dobrej sytuacji, bo mieszkam na wsi i mam dostęp do swojskiego mięsa, jajek, warzyw i owoców.
Na razie nie mam dzieci, ale myślałam o tym, żeby zaszczepić w nich ideę niejedzenia słodyczy 🙂 Chyba w Szwecji dzieci jedzą słodycze raz w tygodniu i właśnie w sobotę 🙂 Jeśli rodzice będą trzymać się swoich postanowień to dzieciom także będzie łatwiej je zastosować. Gorzej jeśli dziadkowie będą negować zachowanie rodziców i dawać wnukom słodycze, bo „przecież to nic złego” 🙁

Souris 7 kwietnia 2017 o 08:33 Odpowiedz

Na mnie też najlepiej działa zasada, by jeść słodycze tylko w weekend. Jem wtedy tylko to, co najbardziej lubię i może być niezdrowe 😉 Mi wystarcza to, że po protu do swojej diety wprowadziłam więcej zdrowych produktów, więc z czekolady raz w tygodniu nie zrezygnuję 😉

Karolina Dąbrowska 7 kwietnia 2017 o 09:22 Odpowiedz

Super! Twoje doświadczenia są kolejnym dowodem na to, że ta metoda działa 🙂

Fair hair care 9 kwietnia 2017 o 18:41 Odpowiedz

Ja niedawno wytrzymałam 2 tygodnie zupełnie bez słodyczy, co było dla mnie ogromnym osiągnięciem, bo na ogół jem ich sporo 🙂 Zauważyłam, że wcale nie są mi niezbędne do życia i wbrew pozorom łatwo mi było na ten czas z nich zrezygnować. Będę chyba co jakiś czas wracać do tej słodyczowej głodówki i może ją sukcesywnie wydłużać 🙂

Karolina Dąbrowska 10 kwietnia 2017 o 08:59 Odpowiedz

Warto! 🙂 Ja w prawdzie na 2 tygodnie już nie chcę sobie robić przerwy (tydzień to dla mnie tak optymalnie). Już ponad miesiąc nie jem słodyczy i nie mam z tym problemu, nie ciągnie mnie do słodkości. Z drugiej jednak strony, lubię słodycze i uważam, że jedzenie ich w rozsądnych ilościach jest ok 🙂 moja przerwa od słodyczy kończy się w święta! Jestem bardzo ciekawa, czy słodycze nadal będą mi smakować. Jeszcze nigdy nie miałam tak długiej przerwy w ich niejedzeniu.

Gaki 10 kwietnia 2017 o 07:51 Odpowiedz

Właśnie ostatnio chodziło mi po głowie ograniczenie słodyczy do weekendów, a tu proszę – wpis na ten temat:) Dzięki:)

Karolina Dąbrowska 10 kwietnia 2017 o 09:00 Odpowiedz

Daj znać za jakiś czas, czy Ci się je ograniczyć! 🙂 trzymam kciuki 🙂

Pati 12 kwietnia 2017 o 19:34 Odpowiedz

„Kluczem do sukcesu stała się myśl, że robię to dla swojego zdrowia, a nie dlatego, że będę szczupła i ładna” – Mnie taki sposób myślenia również pomógł! 🙂 Ja osobiście nie przepadam za słodkim, z wszelkich słodkości wolę te ‚mniej’ słodkie, a najlepiej domowej roboty, bo wtedy nie są takie słodkie jak kupne. Za to bardzo mnie ciągnie do rzeczy słonych i fast foodów, na które w tej chwili rzadko sobie pozwalam, jednak zawsze jest to zaplanowane. Dzięki temu unikam wyrzutów sumienia i mam większą radość, gdy sięgam po nie. Największym moim nałogiem była jednak coca cola. Mogłam odmówić sobie wszystkiego, tylko nie jej. Kiedyś potrafiłam wypić nawet ponad 2 litry dziennie i próby rzucania na raz kończyły się fatalnie. Więc tak jak napisałaś o dawkowaniu, zaczęłam schodzić z litrami po pół. Pomocny też stał się nawyk postawiania wody na biurku, gdyż nie znosiłam pić wody, jednak siedząc i pracując na laptopie zaczęłam ją pić mimowolnie, bo nie chciało mi się iść specjalnie po mój schowany ‚napój bogów’. Od jakiegoś czasu nie piję coli, rezerwuję ją sobie tylko na specjalne okazje. Pierwsze dni były okropne, ale w miarę jak czas płynie czuję się coraz bardziej, jak to pięknie ujęłaś „wolna” 🙂 Nie wydaję już tyle pieniędzy na jedzenie i słodkie napoje, które mi właściwie szkodzą, a za każdym razem gdy napadają mnie myśli związane z niezdrowym jedzeniem, zastępuje je przyjemniejszą wizją, wizją siebie uśmiechniętej i zdrowej 🙂

Jakiś czas temu zmotywowałam się, by zacząć również dbać o swoje włosy najlepiej jak potrafię i bardzo się cieszę, że koleżanka poleciła mi Twojego bloga bo chociaż poruszam się w tej kopalni wiedzy jeszcze po omacku, to już kilka uwag odnośnie pielęgnacji pomogło mi w krótkim czasie poprawić kondycje włosów. Dziękuję <3

Karolina Dąbrowska 13 kwietnia 2017 o 09:52 Odpowiedz

Pati – czytanie takich komentarzy to dla mnie ogromna radość 🙂 bardzo się cieszę, że moje rady w krótkim czasie pomogły Ci poprawić stan włosów 😉
Poza tym rozśmieszył mnie zwrot „napój bogów” 😀 Czyli czekolada (i pozostałe słodycze) to musi być „pokarm bogów” 😀
Do słonych rzeczy także mnie ciągnie, ale są to przede wszystkim chipsy. Uwielbiam Lays paprykowe. Po prostu mogłabym je jeść niemal codziennie 🙂 stąd też moje wyzwanie dotyczyło nie tylko słodyczy, ale i chipsów. Co do coli to bardzo lubię jej smak, ale jeszcze bardziej lubię swoje zęby 😀 cola jest bardzo szkodliwa, dlatego nawet jeśli po nią sięgam to z lekką obawą. Od czasu do czasu nie powinna zaszkodzić, ale 2 litry, które piłaś codziennie to troszkę za dużo. Na szczęście świetnie sobie poradziłaś z tym nawykiem. Gratuluję sukcesów :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *