Uncategorized

Podumowanie 2 lat pielęgnacji włosów

Bądź na bieżąco:
Dwa lata temu zupełnie nie przyszłoby mi do głowy, że dziś będę w tym miejscu. Nie sądziłam, że tak długo będę prowadzić bloga (chociaż to nie jest wynik zwalający z nóg). W tamtym czasie wszystko widziałam zupełnie inaczej. Byłam przekonana, że blog będzie ot tak na chwilę, a moje włosy po pół roku urosną 15 cm. Bo przecież będę wcierać Jantar, pić drożdże, robić masaże i łykać suplementy. Już oczami wyobraźni widziałam te włosy do pasa! Ależ się rozczarowałam… Moje priorytety różniły się od obecnych i choć wiele brakuje mi do spełnienia moich celów to jestem bardzo zadowolona z tego, co udało mi się osiągnąć. Gdybym dwa lata temu wiedziała, jaka droga mnie czeka, pewnie bym odpuściła. Bo przecież nigdy nie należałam do osób nadto cierpliwych.

Moja pielęgnacja rozpoczęła się tak naprawdę od grupera/groupona. W 2012 roku miał miejsce boom na zakupy grupowe i sama zainwestowałam w kupony na nawilżanie keratynowe oraz strzyżenie. Gdzieś mignęło mi, że jeden z salonów fryzjerskich wykonuje keratynowe prostowanie włosów. Bajka! Chciałam mieć zawsze proste włosy, a myśl że przez pół roku nie będę musiała ich prostować, przyprawiała mnie o dreszcze. Cena niestety mnie sprowadziła na ziemię – 300 zł piechotą nie chodzi. Nie miałam tyle wolnej gotówki na jeden zabieg. Poza tym trochę było mi szkoda. Zaczęłam szukać w Internecie informacji o tym zabiegu, przewertowałam fora i tak trafiłam na bloga Anwen i eve. Zrobiłam encanto dwukrotnie i to stało się motorem do regularnej pielęgnacji i prowadzenia bloga. Mój blog troszkę funkcjonował wcześniej, ale to właśnie w sierpniu/we wrześniu postanowiłam przekształcić go w bloga typowo włosowego. Na początku niewiele wiedziałam o tym, jak dbać o włosy. Na siłę stosowałam np. olej kokosowy, który zupełnie mi nie służył.
Zapraszam Was na krótką podróż w czasie:)

 

Liceum to okres, kiedy namiętnie prostowałam włosy, codziennie. Włosy były suche, łamały się i były bardzo rzadkie. W lipcu i we wrześniu 2012 roku zrobiłam encanto, pomogło mi to odzwyczaić się od prostowania włosów i zaczęłam myśleć o tym, aby o nie zacząć dbać. Efekt utrzymywał się ponad pół roku. W tym czasie intensywnie zaczęłam zagłębiać się w tematy włosowe. Włączyłam olejowanie oraz nakładanie maseczek do niemal codziennych obowiązków.

 

W styczniu 2013 roku encanto przestało już działać, a włosy pokazały swoje prawdziwe oblicze. Były w lepszym stanie niż przed zabiegiem, ale nadal były sztywne, a końce były smętne i przerzedzone. Wtedy jeszcze intensywniej je olejowałam. Moim ulubieńcem był olej ze słodkich migdałów, polubiłam też kremowanie włosów. Włosy były w coraz lepszym stanie. Pogorszył go fakt, że od kwietnia rozpoczęłam pracę, która męczyła mnie do tego stopnia, że nie miałam siły już tak dbać o włosy. A stosowanie szamponu Organicum do włosów przetłuszczających wywołało totalną katastrofę na mojej głowie. Musiałam zaczynać niemal wszystko od nowa.
Później było już tylko lepiej, ale jeszcze nie tak jakbym chciała. We wrześniu 2013 roku włosy nadal były sztywne, a końce przerzedzone. Prawdę mówiąc powinnam końcówki ściąć od razu, ale pozbycie się 20 cm na raz przy mojej długości włosów wiązałoby się ze ścięciem ich do ucha. A raczej nie marzyłam o takiej fryzurze. W 2013 roku stosowałam przede wszystkim:
W tym roku oprócz olejowania przed każdym myciem, wcieram codziennie w skórę głowy tonik, a po myciu nakładam na włosy serum silikonowe. Postanowiłam również drastycznie podciąć włosy. W tym miesiącu pozbyłam się prawie 10 cm. Ciężko było mi się zdecydować na ten krok, ale miałam już dość smętnie wiszących końcówek.
Jak możecie zobaczyć na zdjęciu z maja 2014 roku włosy były praktycznie poste. Nie sądziłam, że po podcięciu tylu centymetrów znów zaczną się falować, więc poprosiłam o cięcie w kształcie litery U. Myślę, że za jakiś czas, powiedzmy 2-3 miesiące znów się rozprostują i będą idealnie równe jak w maju. W każdym razie końcówki tak naprawdę nie są rzadkie, są całe i zdrowe 🙂 A to moja obecna pielęgnacja:
W ostatnich miesiącach stosowałam 4 szampony, 4-5 odżywek-masek, 2 olejki, 1 serum na końcówki i 1 wcierkę.

 

  1. Babydream, żel do mycia od stóp do głów. Podobnie myje jak szampon Babydream, ale wychodzi znacznie taniej – za 500ml zapłaciłam 8,50 zł. Za taką ilość szamponu Babydream dałabym 10 zł. No i fajnie, że ma pompkę 🙂
  2. Szampon Joico K-PAK.  Używałam razem z odżywką z tej serii. Wkrótce będziecie mogli przeczytać pełną recenzję tego zestawu, ale już teraz mogę zdradzić, że jestem na tak:) szampon kosztuje 70 zł za 300ml.
  3. Green Pharmacy szampon rumiankowy. Do codziennego stosowania się nie nadawał, ale do oczyszczania raz na 2 tygodnie jak najbardziej. Pełną recenzję znajdziecie tutaj: Recenzja, szampon GP rumiankowy. Cena: 8zł/350ml.
  4. Batiste, suchy szampon wersja tropikalna. O tych szamponach było i nadal jest głośno. W awaryjnych sytuacjach są niezastąpione. Zapłaciłam za niego 12 zł, o ile pamięć mnie nie myli 🙂

 

  1. Joanna odżywka w sprayu z kolagenem morskim. Nie zachwyciła mnie, ale czasem używam jej przed myciem i nakładam na nią oleje. Cena 8,80 zł.
  2. Joico K-PAK odżywka. Bardzo fajny produkt i czuję, że naprawdę odżywia włosy. Cena to 70 zł/ 300ml.
  3. Garnier siła 5 roślin. Z tej odżywki też jestem średnio zadowolona, aczkolwiek używam jej podobnie jak odżywki Joanny – przed myciem (metoda OMO). Cena 8zł/ 200ml.
  4. Prosalon maska waniliowa. Jestem z niej bardzo zadowolona i cieszę się, że w opakowaniu jest aż litr tej maski 🙂 moje włosy ją kochają i na pewno zobaczycie wkrótce jej recenzję. Cena 19 zł / 1litr.
  1. Sessio, serum z olejkiem arganowym. Bardzo fajny produkt. Jest to w sumie pierwsze serum, które nakładam na włosy systematycznie i widzę, że włosy są gładsze i mniej się puszą. Końcówki rzadziej się rozdwajają. Na pewno z niego nie zrezygnuję. Cena 18,20zł.
  2. Matrix olejek tamanu. Ten produkt niestety mnie zawiódł, ponieważ miał w składzie alkohol. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj: klik! Cena to 32,60zł.
  3. Alterra olejek migdały i papaja. Po prostu go uwielbiam. Moje włosy dzięki niemu są dociążone i wygładzone, to już moje drugie opakowanie i pewnie nie ostatnie. Zapłaciłam za niego coś koło 15 zł.

 

  1. Wcierka Hair Medic. Przedstawiałam Wam ją w lipcu: Tonik Hair Medic. Jestem z niej bardzo zadowolona. Włosy przyspieszyły, pojawiło się dużo babyhair, łupież zniknął i wcierki też już nie ma 😛 niestety. Dla mnie jedyną jej wadą jest cena, produkt kosztuje 397zł. Jeśli jednak bardzo chcielibyście kupić ten tonik to klikając w ten link: http://hair-medic.eu/pl/pt możecie zyskać rabat. Specyfik będzie Was kosztował trochę mniej, bo 357,30 zł i nie będziecie płacić za dostawę. Dostałam niedawno maila od jednego z czytelników – Wojtka, który również był zadowolony z Hair Medic.
Dwa lata minęły mi prawie jak jeden dzień 🙂 poprawa w stanie włosów według mnie jest znaczna. Ale marzą mi się włosy do talii. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się takie zapuścić, bo na pierwszym miejscu stawiam zdrowe końce i gęstość. Ale nie będę się poddawać, zaszłam już tak daleko! 🙂
Jeśli chcielibyście wygrać kosmetyki Prosalon/Sessio to aktualnie na blogu trwa rozdanie. Szczegóły tutaj: Rozdanie z okazji 2 lat włosomaniactwa.
 
Ciekawa jestem jak długo Wy dbacie o włosy i jakie są Wasze włosowe cele? Gęstość, brak rozdwojonych końców, a może długość?

 



Na co dzień jestem freelancerką – prowadzę własną jednoosobową firmę, która jest dla mnie wyzwaniem, jednocześnie przynosząc mi dużo radości. Na blogu zachęcam do dbania o włosy, testuję kosmetyki i wspieram w walce o piękno.