Recenzje

Hity wśród masek: Kallos Cherry i Blueberry

Hity wśród masek: Kallos Cherry i Blueberry
Bądź na bieżąco:
Zakup Kallosów odkładałam na później wiele razy. Z początku myślałam, że to pic na wodę, no bo jakim cudem moglibyśmy dostać dobry produkt za 9-10 zł? Zwłaszcza o pojemności jednego litra?

 

Jeśli chodzi o moje obawy to oprócz działania, zastanawiałam się, czy maski dotrą do mnie w całości. W grudniu Dzika Wózkowa pokazała na swoim blogu roztrzaskane Kallosy. Niestety jak na litrowe produkty to mają one słabej jakości opakowania. Wolałabym dopłacić te 2 zł więcej, żeby dostać solidne pojemniki. Na szczęście maski dotarły w znośnym stanie. Zamówiłam cztery i tylko (a może i aż) dwie z nich miały praktycznie zniszczone zakrętki. Oczywiście trochę kosmetyku się porozlewało, ale nie czułam potrzeby, żeby to gdzieś zgłaszać. W końcu wiedziałam, że ponoszę ryzyko 🙂
maski kallos kallos cherry
Wśród masek, które zamówiłam były wersja Cherry, Blueberry, Keratin i Omega. Jednak Keratin i Omegę postanowiłam otworzyć za jakiś czas, a na ten moment sięgam po wersję czereśniową i jagodową.

 

Kallos Cherry

Skład: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (substancja kondycjonująca, antystatyk), Prunus Avium Seed Oil (olej z pestek czereśni), Parfum (zapach), Citric Acid (konserwant, regulator pH), Cyclopentasiloxane (lotny silikon), Dimethiconol (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Propylene Glycol (humektant, substancja nawilżająca), Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).
Patrząc na skład tej maski pomyślałam, że cudów nie zrobi. W zasadzie przed zapachem są tylko 3 składniki (nie licząc wody). Ale wiecie co? Emolienty+antystatyk wystarczają, aby dociążyć moje włosy. Dalej w składzie są lekkie silikony, które albo odparują, albo je po prostu zmyjemy delikatnym szamponem. Jest jeden humektant, który raczej ma małe szanse, żeby zadziałać (jest go bardzo mało).

 

Moje wrażenia, czyli efekty po Kallosie Cherry

Już wiecie, że jestem zadowolona z tej maski 🙂 dodam tylko, że to jedna z najlepszych masek, jakie miałam okazję używać. Dociąża, wygładza, nabłyszcza, dzięki silikonom, zabezpiecza przed uszkodzeniami. Do tej pory musiałam niemal co mycie stosować metodę OMO (albo chociaż samo OM), aby włosy były naprawdę dociążone. Z tą maską mogę sobie spokojnie pozwolić na olejowanie raz w tygodniu, zwłaszcza gdy jestem zabiegana 🙂
Problemem według mnie jest tylko opakowanie, ale za 9 zł raczej nie powinnam oczekiwać ideału. Jeden Kallos to jak 4-5 zwykłych masek, więc wychodzi jakieś 2-2,50zł za 200-250 ml. Praktycznie darmo 🙂
maski kallos kallos blueberry

 

Kallos Blueberry

Skład: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (substancja kondycjonująca, antystatyk), Persea Gratissima Oil (olej z awokado), Parfum (zapach), Vaccinium Myrtillus Extract (ekstrakt z czarnej jagody), Citric Acid (konserwant, regulator pH) , Cyclopentasiloxane (lotny silikon), Dimethiconol (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Propylene Glycol (humektant, substancja nawilżająca), Niacinamide (witamina PP), Calcium Pantothenate (kwas pantotenowy), Sodium Ascorbyl Phosphate (przeciwutleniacz), Tocopheryl Acetate (przeciwutleniacz), Pyridoxine HCl (witamina B6), Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).
Drugą maską, po którą sięgnęłam była i w sumie nadal jest jagódka (i jeszcze długooo będzie:). W porównaniu z wersją Cherry ma znacznie bogatszy skład. Jednak tytułowe jagody znajdują się tuż za zapachem i przyznam, że jestem tym nieco rozczarowana. Nazwa tej maski raczej powinna się odnosić do oleju z awokado 🙂 Oprócz emolientów, silikonów, jednego humektanta, są również witaminy i przeciwutleniacze.

 

Moje wrażenie, czyli efekty po Kallosie Blueberry

Kolejnym razem Kallos mnie nie zawiódł. Włosy po wersji Blueberry są mięciutkie, gładziutkie i takie och i ach 🙂 Myślę, że w porównaniu do Cherry, Blueberry w minimalnym stopniu lepiej wpływa na moje kosmyki, ale ma też znacznie bogatszy skład. Jest też jeden malutki minusik. Niedokładnie spłukana potrafi przeciążyć włosy, ale jeśli użyjemy wystarczającej ilości wody, to nie powinno być problemu.
Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, w jakim stanie jest nakrętka od Blueberry. Dokładnie widać jak popękała w transporcie (podobnie zresztą jak ta od Kallosa Omega).
maski kallos kallos blueberry

 

Konsystencja i zapach masek Kallos Cherry i Blueberry

Maski są bardzo gęste, zbite, nie przelewają się między palcami. Właśnie taką konsystencję lubię najbardziej! Każdej z nich użyłam już około 6-7 razy a praktycznie nie widać, żeby coś ubyło. Na pewno wystarczą mi jeszcze na wiele, wiele miesięcy 🙂 Jeśli chodzi o zapach to nie jest on jakoś specjalnie miły, ale też nie drażni. Po prostu maski mają owocowy, ale chemiczny zapach. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo całkiem przyjemnie się ich używa, chociaż wyczuwam chemię.
maski kallos konsystencja
Podsumowując, oba Kallosy spisują się rewelacyjnie. Oczywiście nie mają w składzie zbyt wielu humektantów, a protein wcale. Jednak dla miłośniczek emolientów będą idealne. Niestety, raczej nie powinnyśmy sięgać tylko po Cherry i Blueberry, ponieważ pielęgnacja powinna opierać się na równowadze proteinowo-emolientowo-humektantowej (PEH). Zakłada ona, że włosy potrzebują protein, humektantów i emolientów. Ich ilość jest zależna od typu włosa. Nie oznacza to, że powinnyśmy stosować je w takiej samej proporcji. Moje włosy na przykład nie potrzebują dużej ilości protein.

 

Koniecznie dajcie znać, czy miałyście jakieś maski Kallos i które polecacie! 🙂


Na co dzień jestem freelancerką – prowadzę własną jednoosobową firmę, która jest dla mnie wyzwaniem, jednocześnie przynosząc mi dużo radości. Na blogu zachęcam do dbania o włosy, testuję kosmetyki i wspieram w walce o piękno.